28 kwi 2012

KOBIETA PRACUJĄCA - Aga

Trochę ochłody na wiosenny upał.

Blaski, a bardziej cienie,  pracy architekta krajobrazu.
Każdy, kto myśli, że to praca za biurkiem i przy komputerku z filiżanką dobrej kawy może się zdziwić jak wesoło może być w "terenie". A w terenie bywać należy i to często. Wymagają tego między innymi  tzw. inwentaryzacje zieleni bez których nie da się zrobić dobrego projektu. 

Ogródek przydomowy to czysta przyjemność dla Kobiety Pracującej. Ale nie zawsze jest tak prosto i przyjemnie.

Weźmy taką zieleń przyuliczną. Kobieta Pracująca musi o każdej porze roku ruszyć w teren i mierzyć, nanosić na mapy, rozpoznawać drzewa, które wzdłuż tej ulicy rosną. Nawet te bez liści w zimie! A samych topoli jest ok. 40 gatunków (na naszej półkuli :)). Nie mówiąc o odmianach! Zgroza!!! I ciągle, jak na złość, powstają nowe mieszańce.

oczywiście Aga.

Czasem może Kobieta Pracująca mieć warunki bardziej komfortowe. Na głowę nie pada, ręce nie odmarzają a  długopis współpracuje. Taśma miernicza się nie plącze. Sielanka.


inwentaryzacja obiektu na "naszym terenie"

Kobieta Pracująca nie odpuszcza  jednak tak  łatwo. Co ma być zrobione, to będzie. Spokojnie.


zapomnieli o nas, trudno.

W nagrodę może znaleźć taką perełkę jak ten cypryśnik błotny (Taxodium distichum) w zrujnowanym parku pałacowym. Cudo! I w jakim świetnym stanie! Jest szczęśliwa.


cypryśnik błotny w Piotrkowicach koło Strupiny (ok. Prusic)

również

Ale oto widzimy Kobietę Pracującą w nieco innym świetle. Nie to nie cienie, to mokre nogawki! Biedula. Dlaczego? Przepiękny (dawniej oczywiście) stary park krajobrazowy z uroczym, malowniczym stawem naprzeciw pałacu, hektarami  drzew do zweryfikowania, pagórkami widokowymi i łąką wyglądającą swojsko, zaskoczył nieco Kobietę Pracującą. Trudno. Nie poddaje się.

zielona metamorfoza
Piotrkowice, 2011 r.


Skrada się, kluczy, próbuje różnych możliwości i dróg.


Piotrkowice

Łąka okazuje  się jednak "wciągająca". A dalej jest już tylko gorzej.

Nawet mały strumień to wyzwanie dla Kobiety Pracującej. Nie dlatego, że się boi wody. E.... nie. Dlatego, że jest  kilka stopni na termometrze a do domu ok. 40-ści kilometrów. Trochę to daleko jak w butach chlupie. No i .... "trzeba przecież dziś to skończyć".

I co myśli wtedy Kobieta Pracująca, jak sądzicie?

Normalna  pomyślałaby: "...Boże, co ja tu robię?".

Ale Kobieta Pracująca myśli  "jak tu kiedyś było pięknie". I już widzi te powozy okrążające klomb na dziedzińcu. Tego egzotycznego cypryśnika, sprowadzonego zapewne ku wielkiej radości dawnego właściciela.  Posadzono go nie bez powodu nad  malowniczym  stawem, przy bramie wjazdowej. Miał być podziwiany. Ale po stawie  została tylko wypełniona śmieciami niecka a i goście już nie Ci.

Nawet nie zerkną.

W jej wyobraźni piękny dąb, dziś spalony do połowy a wtedy jeszcze dość młody, stojący dostojnie na środku polany, znów szumi jak dawniej. A na pobliskim pagórku widokowym, do którego teraz trzeba iść w woderach, stoją  na koniach jeźdźcy.

Ale to wszystko już było, to nie wróci. 

Teraz będzie tu trochę inaczej. I to też Kobieta Pracująca  już widzi. Jeszcze może mgliście ale coś już świta. 

Gross- Peterwitz - Piotrkowice

Gross- Peterwitz - Piotrkowice
Łomnica, Dolina Pałaców i Ogrodów

Mały skok w dawne czasy i proszę. Ile wspomnień wraca.  A przecież to dopiero było "wczoraj". Ale dla Kobiety Pracującej liczy się już "jutro".
Wysuszy buty, spodnie i przez  kilkanaście nocy z rzędu będzie mieć przed oczami, na zmianę, błoto i parking na 30 samochodów, który trzeba gdzieś tu zaplanować. A po jakimś czasie zaczną jej się pojawiać, zamiast parkingu -  "kwiatki".

Ale to już będzie po tym jak "odkopie" w różnych archiwach jak tu kiedyś było naprawdę. Przeprowadzi żmudne analizy i wyciągnie wnioski.  


  Pozdrawiamy Kobiety Pracujące:)
Aga i Ewa   

  

       

25 kwi 2012

nietypowe połączenie

Dzisiaj będzie romantycznie.

Pastelowa bladość eszewerii i mocne, wyraziste kolory. Połączenie niezwykłe. Przez ten jeden niewielki szczegół osobliwe i oryginalne. I mimo, że ona tylko jedna w tym zestawieniu (no czasami dwie) przykuwa największą uwagę. A może to już moje zboczenie spowodowane ich wdziękiem?

Jest to możliwe, ale musicie przyznać, że wszystko razem komponuje się fantastycznie. No i mamy pewność, że eszewerie tak szybko nie zwiędną. Co więcej, jeśli będziemy mieć dużo szczęścia może uda nam się ją uratować i zachować. Niewątpliwie byłaby to miła pamiątka po zwiędniętym bukiecie uwiecznionym tylko na fotografii albo jedynie w naszej pamięci.









Pozdrawiam, Aga

źródło zdjęć- blog ghosty dreams and flower things

23 kwi 2012

ZAPOMNIANE DRZEWO - PIGWA

Pigwy z "Naftaliny" ok. Giebułtowa
 PIGWA POSPOLITA.

Cydonia oblonga  to jej  ładniejsza, łacińska nazwa.

Cydonia, to starożytne miasto na Krecie.


Pigwa pospolita nie jest wcale tak pospolita (zwłaszcza w Polsce) jak wskazuje na to jej nazwa. 


Tysiące lat uprawy zatarły pochodzenie tego drzewa, ale najbardziej prawdopodobne jest, że pochodzi z Azji Mniejszej, z Kaukazu. Jest jednym z drzew najwcześniej uprawianych w sadach. Już na planie sadu-cmentarza w IX-wiecznym klasztorze St. Gall, który jest odnośnikiem dla innych średniowiecznych ogrodów, widzimy pigwę. Była jeszcze dość często sadzona przed II Wojną Światową i spotyka się często te drzewa przy domach budowanych w tym czasie.


Co się stało, że on niej zapomniano? Wyjaśni się dalej. Warto ją poznać i przywrócić naszym ogrodom. 

22 kwi 2012

ZIELONA ADRENALINA - FINAŁ NA UL. HUBSKIEJ

A jednak się udało!!!!

Mimo deszczu, który nie zachęcał do prac plenerowych:)


Na  skwerze pomiędzy wieżowcami  przy ul. Hubskiej  zebrało się tak wielu chętnych, że kolejne  osoby nie miałyby już chyba  nic do roboty. Na innych skwerach (trzech pozostałych: ul. Pabianicka, Kamienna, Stysia) było podobnie. Serce rośnie! Przyszli mieszkańcy sąsiadujących bloków, różnej profesji i w różnym wieku. Wiemy też, że niektórzy planowali  tu być ale np. choroba zatrzymała ich w domu. Duchem jednak byli z nami bo nawet  słońce się ugięło wychodząc zza chmur! (początki i informacje o akcji)


Zagospodarowaliśmy wspólnymi siłami połowę skweru. Druga część ma być jeszcze rozkopywana w ramach remontu. Może  po jego zakończeniu odbędzie się powtórka akcji? Mieszkańcy na pewno są za!!!
    
co tu będzie?
Zaczęło się od wytyczania, zaznaczania i mierzenia. Tym zajęli  się architekci krajobrazu.
Ponieważ patronują temu placykowi ptaki w koncepcji pojawiły się jajka. Pomysł prosty, nawet banalny, umożliwiający jednak łatwą pielęgnację stworzonych rabatek. Administracja obiecała, że o to zadba. Może pojawią się kiedyś budki dla ptaków - to już zależy do inwencji mieszkańców.  


Przybywający mieszkańcy nie mogli doczekać się końca tych działań. Z ogromnym zapałem, gdy tylko rośliny zostały rozstawione na swoich miejscach zabrali się do sadzenia. Prace szły tak szybko, że nowo przybyli mogli się już tylko przyglądać. Niektórzy jednak mimo to znajdowali sobie jakieś zajęcie. Wszystkich chyba wzruszała  pani Łucja, która drżącą ręką zbierała do worka puste doniczki.

Każda akcja tego typu ma pewnie  swoje barwne postacie. U nas taką osobą była Pani Czesława. Jako jedyna reprezentantka swoich sąsiadów przyszła na warsztaty i to dzięki jej upodobaniom już niedługo skwer zakwitnie żółto - fioletowymi kwiatami. A, że to wyjątkowo dekoracyjne zestawienie pewnie wszystkim się spodoba i poprą jej decyzję. Pojawią się też trawy ozdobne. Zestawienie roślin podamy na końcu  postu niebawem.
Nie podamy bo tu jest wszystko podane, ha,ha. ( na blogu "Druga strona ogrodu"). Polecamy też tam relację z akcji innym okiem!

Nie zabrakło fotografów. Każdy chciał mieć pamiątkę. W tych warunkach trudno o fotogeniczność  prosimy  więc o wyrozumiałość :). 

Sadzonki na akcję dostarczyła firma Świerk. W związku z dużą ich liczbą mogliśmy rozbudować nasz projekt o kolejne "jajko". Tak więc jajka są trzy. Mają  nawet żółtka  z kwiatów w kolorze żółtym! Te elementy łączy w całość przeplatającą się między nimi  "nić" z liliowców, traw oraz tojeści.
ostrzeżenie przed tandetą:)
Dobre narzędzie to połowa wysiłku i sukcesu. Nie warto na tym oszczędzać. Wyjątek stanowi niebieska łopatka, która jest tu przypadkowo. Zasłużyła sobie na lepsze towarzystwo!


Około 14.00 akcja zbliżała się już ku końcowi. Posadzenie roślin zajęło nam więc 2 godziny, nie licząc przygotowania terenu, którym zajęła się administracja osiedla. To bardzo mało czasu. Ale przy tej ilości chętnych nie mogło być przecież inaczej.


Teraz trzeba tylko  podlewać, podlewać i podlewać a życie znów wróci na ten skwer. Pewnie tu kiedyś było inaczej o czym świadczy wykopana przez naszą koleżankę bardzo ładna szklana popielnica. Ale znów zaczną tu przychodzić mieszkańcy. Własnym kosztem postawili  już dwie ławki. Będzie na czym posiedzieć i popatrzeć.

Na koniec odbył się zapowiedziany grill, radosne rozdanie dyplomów mieszkańcom oraz symbolicznych kwiatów w doniczkach. Dobre humory dopisywały. Pewnie na taką  zabawę wszyscy  liczyli i się nie przeliczyli? Warto było przyjść. Prawda?


Pozdrawiamy Wszystkich  serdecznie:)
Ewa i Aga


19 kwi 2012

Crumble z jabłkiem


Póki na naszym stole nie wylądują wyczekiwane truskawki, czereśnie i inne dobrodziejstwa lata musimy ratować się tym, co dostępne. Mamy do wyboru mrożonki albo świeże owoce. Tak czy inaczej wybór jest mały. A ten owocowy deficyt chyba najbardziej odczuwalny jest właśnie teraz, kiedy wiosna nieśmiale, jeszcze leniwie przeciąga się na naszych oczach i skrywa za chmurami. ALE na jabłka, jabłuszka zawsze możemy liczyć. One ratują nas z opresji!

I dlatego dzisiaj crumble z jabłkami, czyli po prostu chrupiąca kruszonka z owocami na ciepło pod pierzynką z bitej śmietany.





Składniki:

Na kruszonkę:
  • pół szklanki mielonych migdałów
  • pół szklanki mąki
  • 1/3 szklanki cukru (najlepiej brązowego)
  • 50 gram zimnego masła 

Na wkład:
  • 4 jabłka
  • szczypta cynamonu (do smaku)
  • szczypta mielonego imbiru
  • 2 łyżeczki masła
  • 2 łyżeczki brązowego cukru 
Bita śmietana:
  • 250 ml schłodzonej śmietanki kremówki
  • pół łyżki lub łyżka cukru pudru ( w zależności czy chcemy słodko czy bardzo słodko)  



    Jabłka obieramy, kroimy na kostki lub płatki. Opruszamy je cynamonem i imbirem. Na patelni rozgrzewamy
    masło i cukier. Jabłka lądują na patelni i tak duszą się we własnym sosie aż lekko zmiękną, ale nie będą papką.  Wkładamy je do 4 kokilek. Następnie ze wszystkich składników na kruszonkę wyrabiamy ciasto przypominające w dotyku mokry piasek. Nie żałując kruszonki wkładamy ją do kokilek, możemy przyozdobić ją kilkoma płatkami migdałów.
    Deser zapiekać 15 minut w 180 stopniach. Przygotować bitą śmietanę.


    Podawać ciepłe, ale nie gorące! :) z bitą śmietaną albo gałką lodów waniliowych.

    Bon Appetit!



    Pozdrawiam, Aga.
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...