29 cze 2012

SURVIVAL SZTUKI I ROŚLIN W mieście WROCŁAWIU

Zakończyła się 10 edycja SURVIVALU SZTUKI we Wrocławiu. Była pod hasłem sportu. Mało dla mnie pociągające hasło (sama biegam codziennie, żeby nie było, że leń) więc przypomnę poprzednią, dziewiątą. Fajna była.

Surwiwal, w formie znanej jako "sposób przetrwania" istnieje od drugiej połowy XX wieku w związku z wojną w Korei. Duże straty wśród pilotów amerykańskich, zestrzelonych nad terytorium wroga, wymusiły przygotowywanie żołnierzy do przetrwania w nieprzyjaznych warunkach.
 

Co ma "piernik do wiatraka"?
Powszechnie uważa się survival za dziedzinę militarną, jednak korzenie sztuki przetrwania znajdują się w prehistorii, u tzw. "dzikich ludów" oraz w życiu codziennym wsi. Surwiwal z zamysłu ma być metodą przeciwdziałającą i korygującą naruszoną równowagę między naturą a cywilizacją.


W tamtym roku, w czerwcu, odbyła sie kolejna edycja survivalu miejskiej sztuki. W Parku przy ul. Nowowiejskiej, w Śródmieściu. Teren niełatwy, w sam raz dla komandosa. I pytanie czy "Miejscowi" to "kupią"? Dzieci kupiły z marszu. Od razu włączyły się z zapałem. Malowały, projektowały fotele z gąbki i turlały się po ogrooooomnym kocu. (cudny pomysł ten koc!).

wielki koc

Starsi byli ostrożni. Pytali: a co to? A po co to? TO jest sztuka? Gorzej, próbowali rekwizyty "transportować" do domu! Chyba w myśl powiedzenia "znalezione, nie kradzione".
A co można było "znaleźć"?


Np. te n-tego gatunku  filiżanki przyklejone do spodka!!! 

 Świetny pomysł, który zawsze przypomina mi się, gdy widzę staw z kaczkami :) Pewnie kaczki nie będą zachwycone, ale gołębie i owszem. Pieski też, choć to niby nie dla nich  "Śniadanie na trawie".



Gdzieś zapodziała się ulotka i przepraszam autorów, że bez nazwisk podaję ich dzieła. Ponoć nic w przyrodzie nie ginie :). Znajdzie się! Uzupełni. Może ktoś podpowie?

Te filiżanki miały ciężko. I choć z pewnością były poza wszystkimi gatunkami,  na naszych oczach próbowano je przywłaszczać. Nawet z patykiem, który z kieszeni wystawał.
Czy to jest normalne? 
  
A tak liczono na wrażliwość odbiorców! Choćby w sprawie stworzeń miejskich. Ptaków. Przecież to Park!Powinny być ptaki.
Od razu przypomniał mi się "ołtarzyk" przy Muzeum Narodowym, gdzie zawsze są świeże kwiaty.




A to  piękny ołtarzyk dla dzięcioła, z surwiwalu. Dawno go tu nikt nie widział. Może nie istnieje? A przecież przyroda to życie. Co nam pozostanie, gdy zabetonujemy każdy skwer i deptak? Czy będziemy chcieli tu potem nadal żyć? Ratujmy co się da. Jeszcze jest co ratować! 

Londyn
Czy tego typu atrapy zastąpić mogą prawdziwe kwiaty i ich zapach? Prawdziwe owady?
Nie dajmy się. Póki mamy jeszcze o co dbać. Dbajmy. O tę Przestrzeń Publiczną! Ona nie powinna być Niczyja. I nie od "wielkiego dzwonu" ale codziennie 


zielona metamorfoza
Koblencja, Niemcy, BUGA 2011r.




Póki w tym stawie naprawdę jest życie!


A na drzewach siedzą prawdziwe ptaki.


Zamiast nich możemy się doczekać "ptasiego radia" z głośnika. Tylko nie wiem czy drzewo będzie jeszcze wtedy prawdziwe? Większość dużych, okazałych drzew to pozostałość wcześniejszych gospodarzy. Drzewo rośnie powoli a umiera bardzo szybko.  

suche drzewa
trasa na Oborniki Śląskie ok. Wrocławia
Przy  takiej pielęgnacji na pewno nie ma szans! Surwiwal?

złe cięcie


 Straszne to, że taką "pielęgnację" prowadzą odpłatnie niby "wyspecjalizowane" firmy!
Gdzie one się specjalizują???  Są jakieś kursy tej głupoty???

Na koniec trochę miodu. "Miasto" się stara! W końcu "za chwilę" znów trzeba będzie je pokazać w ramach "Stolicy Kultury". Znów będą malować trawę itd? (ta przy Dworcu Głównym już usycha!!!!)
Przy Dworcu trwa surwiwal trawy i platanów !

 Pisałam o "zielonym przystanku"  w Dreźnie. Mamy już we Wrocławiu "życie na torach tramwajowych". Na małym fragmencie, ale może na tym się nie skończy? Ale optymistką też nie jestem, bo czemu tylko ten kawałek?
Czyżby też surwiwal? 

zielona metamorfoza
Odcinek ul. Legnicka - Wejherowska, Wrocław 

Odcinek ul. Legnicka - Wejherowska, Wrocław


Fajny ten rozchodnik i dobrze się tu ma. Gdyby tak jeszcze połączyć dwa w jedno? Natura sama znajduje rozwiązania.

  


Rzodkiew świrzepa (Raphanus raphanistrum)


Stanowi ona roślinę żywicielską dla gąsienic wielu motyli. Jest mało wymagająca. Rośnie nawet na śmietniskach. Więc w sam raz dla  miasta.  Ideał. Zwycięsko wychodzi z każdego surwiwalowego zadania! 

zielona metamorfoza

Przeżyła i ma się dobrze.


Surwiwal roślin trwa!

Ewa

26 cze 2012

Wspomnienia z Drezna - odsłona 2 - OGRODY W PILLNITZ



Planów było mnóstwo, a czasu niewiele.  Skrupulatnie przygotowane jechałyśmy, aby zobaczyć to niesamowite miasto, które odrodziło się jak Feniks z popiołów. Mam wrażenie, że w ciągu tych dwóch dni wycisnęłyśmy Drezno, jak przysłowiową cytrynę. Oczekiwania były ogromne i zostały spełnione. Choć jak to zwykle bywa, pozostał niedosyt.


Oczywiście był Zwinger (o czym mogliście już przeczytać w poprzednim poście-klik). Kolejnym celem był Kornerplatz i kolejka. Lecz nie ta, o której rozpisują się w przewodnikach, i z której podobno rozpościera się najpiękniejszy widok na Drezno. Wolałyśmy wersję starszą, objazdową, dłuższą, wiodącą przez osiedle i łączącą dwie dzielnice. Źle nas pokierowano i wylądowałyśmy na tej pierwszej, ha ha. Nieco zawiedzione krótką przejażdżką „to już koniec??” wysiadłyśmy i…..żale poszły w niepamięć, bo dzięki temu obejrzałyśmy rozsławioną panoramę, ale i willowe, bardzo malownicze osiedle. Wśród starych, leciwych domostw ostał się jeden rodzynek (a może było ich więcej?). Nowoczesny, prosty, surowy dom, posadowiony na stromej skarpie. Najbardziej pozazdrościłyśmy cudnego widoku z okna!!








Dla wyjaśnienia dodam, że kolejki w Dreźnie są dwie. Jedna, z 1895 roku-Standseilbahn, kolejka szynowo - linowa , i jej młodsza sąsiadka z 1901 roku – Schwebebahn (kolejka nadziemna). Kolejki znajdują się po prawej stronie mostu idąc od przystanku Kornerplatz, a nie jak niektórzy piszą po obydwu. Tą dłuższą naziemną mijamy pierwszą, kolejna jest ta „panoramiczna”. Na pewno warto wybrać się na obie.

Oczywiście był też Pillnitz. Letnia rezydencja Augusta II Mocnego. Dzielnica nieco oddalona od centrum, ale dzięki dobrej komunikacji bez problemu i w krótkim czasie dotrzemy tam autobusem, parowcem i oczywiście samochodem.






Trafiłyśmy akurat na targi ogrodnicze: rośliny zadbane, ładnie wyeksponowane, stoiska estetyczne, przemyślane, wstęp bezpłatny. Ogromny plus za zorganizowanie ich w tak przyjaznej, zielonej przestrzeni i na dodatek na trawniku, a nie na wybetonowanym placu.  O ile przyjemniej tak się robi zakupy. Zdecydowanie aura sprzyja!. 




Ale chyba najbardziej czekałam na "kolorowe podwórka", czyli Kunsthofpassage. Ich historia zaczęła się w 1997 roku, kiedy to postanowiono odrestaurować fasadę jednego z budynków przy Alaunstraße 70. Ktoś trafnie i słusznie zapytał „co się dzieje w środku?” Wszyscy wiedzieli, że musi tam powstać coś wyjątkowego. I tak od pomysłu do realizacji, krok po kroku, etapami zaniedbane podwórka zamieniły się w przytulne dziedzińce, których motywem przewodnim jest sztuka, a twórczy duch żyje w każdym zakamarku. Każdy z nich został zaprojektowany przez innego artystę. Każde z nich ma też swoją nazwę. A miłorzęby, które znajdujemy nie są tu przypadkiem. Mają znaczenie symboliczne, a mianowicie odrodzenia, potęgi życia.










Na tak małej powierzchni znajdują się galerie, sklepiki, restauracje. Odbywają się tam również cykliczne imprezy. Zorganizowano przestrzeń spełniając potrzeby i dzieci i dorosłych. Oczywiście w miarę możliwości. Nie zamieniono dziedzińców na jeden, wielki plac zabaw, czy ‘o zgrozo’ zabetonowany parking- jak to ma miejsce zwykle u nas. Wykorzystano każdy  dostępny skrawek na zieleń. A ponieważ miejsca niewiele są to najczęściej rośliny pnące (hortensja, trzmielina, glicynia, róża, wiciokrzew, kokornak). Woda opadowa jest wykorzystywana do zasilania niewielkich zbiorników wodnych, które niewątpliwie urozmaicają podwórza.  

Realizacja, jak najbardziej udana. Oby takich więcej! I nie tylko w Dreźnie.

Przez centrum, Stare Miasto przebrnęłyśmy dosłownie migiem. 

Dresdner Frauenkirche

Wojsławice, arboretum
'Dresdner Frauenkirche', Wojsławice, arboretum



Dresdner Frauenkirche

A to dlatego, że spieszno nam było zobaczyć Grosser Garten. Na wstępie przywitał nas bardzo oficjalny, niepełnoletni pan kolejarz z groźną miną i nakazał kupić bilety. Nieco zaskoczone, uśmiechając się pod nosem, uczyniłyśmy jak kazał.  Pomimo, że kolej obsługują dzieci, wszystko odbywa się tu całkiem serio. Są perony, stacje, przejazdy kolejowe, para bucha, gwizdek i kolej szybko rusza. Niesamowite wrażenie zminiaturyzowanego świata dorosłych. Z wielką sympatią patrzyłam na te dzieciaki traktujące śmiertelnie poważnie swoje obowiązki.









Oczywiście to nie wszystko, ale o tym może w kolejnej odsłonie.

Pozdrawiamy, Aga i Ewa.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...