12 kwi 2019

O historii tulipana, czyli podróż międzynarodowa.


Danceline


Myślisz tulipan, widzisz pola, pasy niekończących się kolorów i już wiesz, że to Holandia. Miliony cebul, jeszcze więcej barw, faktur, kształtów, różnorodność o której nie masz pojęcia zanim nie pojedziesz do Holandii. Po drodze jeszcze kilka wiatraków i jakaś dziwna harmonia w krajobrazie, o którą tak ciężko za oknem.


Tulipan i Holandia to niemalże jak Zakopane i oscypek. Nierozerwalne symbole. Z jedną różnicą – oscypek to niewątpliwie dziedzictwo kulturowe i produkt regionalny a tulipan to przybysz zza wody, który na dobre rozgościł się w maleńkim Królestwie Niderlandów.

Jego historia zaczyna się w Azji Środkowej, gdzie rosły na dziko. Turkowie, zauroczeni, sprowadzili je do swoich ogrodów. Sułtan Sulejman Wspaniały (1520-1566) był ich ogromnym entuzjastą.  Entuzjastą roślin i bogactwa, dlatego w swoim ogrodzie postawił na najdroższe kwiaty. Tulipany w tym czasie były rzadkością , kochali je bogaci dostojnicy, którzy mogli tym samym ukazać swój status majątkowy. Uprawiali je namiętnie jako symbol mocy, bogactwa i władzy. Sułtan niekiedy w darze obdarowywał swoich wyjątkowych gości cebulkami tulipanów, które w końcu stały się symbolem Turków.

Sulejman Wspaniały


W przekazach tulipany występują już w XI wieku. Jednak ich prawdziwa popularność rozpoczęła się wraz z ich wędrówką do Europy.

Anegdota mówi, że powstanie nazwy tulipan była wynikiem pomyłki językowej. Najprawdopodobniej ambasador na widok tulipana w turbanie jednego z Turków zapytał: „Co to jest?”. A Turek, myśląc o swoim turbanie powiedział, Tulpana, co znaczy turban. Nazwa się przyjęła, poszła dalej w świat i tak zostało. W języku tureckim tulipan, to lale.

Gdyby nie pewne sploty wydarzeń, incydenty, przypadkowe odkrycia i nieszczęśliwe epizody być może tulipan nie zrobiłby takiej oszałamiającej kariery. Jedno jest pewne, powiastki tu się mnożą a niejasności pozostaną już owiane tajemnicą.

Markiz Augierius Ghislain de Busbecq - ambasador cesarza Ferdynanda I, na dworze Sulejmana Wspaniałego po raz pierwszy w 1554 roku, zobaczył tulipany w tamtejszych ogrodach. Jako miłośnik roślin, widząc niezwykłość tych kwiatów, wyrażał w swoich listach ekscytację i zaciekawienie. Wysłał kilka cebulek swojemu przyjacielowi, flamandzkiemu botanikowi – Charles’owi de l’Ecluse zwanego również jako Karol Kluzjusz (1526-1609). Pracował on wtedy jako ogrodnik w cesarskich ogrodach wiedeńskich i tam po raz pierwszy uprawiał cebulki.

Karol Kluzjusz


Karol, uznawany za jednego z najwybitniejszych botaników XVI wieku, jest autorem jednego z pierwszych atlasów botanicznych „Libri Picturati”. Akwarele w albumie były malowane z natury przez artystów, a on sam jako nadzorujący był dla nich bardzo wymagający. Ryciny są dopracowane do ostatniego włoska na pędzie. Botanik bardzo pilnował artystów, aby wszystko było realistyczne, włącznie z kolorami. Aby to wszystko mogło się udać w wieku trzydziestu lat podróżuje po Europie, odkrywając nowe rośliny. W wieku 47 lat, cesarz Niemiec wzywa go do siebie jako lekarza i mianuje go zarządcą ogrodów cesarskich. W ten oto sposób po raz pierwszy w 1573 w Wiedniu pojawiają się cebulki tulipana.



Jesienią 1593 roku, Karol w wieku 67 lat został przekonany, aby przyjąć stanowisko na Uniwersytecie w Leiden jako honorowy profesor botaniki, gdzie miał nadzorować założenie jednego z pierwszych ogrodów botanicznych. W tym samym roku pierwsze cebulki posadzono w Holandii. Wydział prosi go o kontynuowanie badań nad tulipanami, które tak bardzo kocha a on rzecz jasna, nie odmawia. Powstają nowe odmiany. Wszyscy już wiedzą, że Karol jest bardzo utalentowany, ale równocześnie na jego zgubę jest zarozumiałym samochwalcą. Jak wiadomo wszystko co rzadkie i drogie budzi ciekawość i żądze, a profesor nie był skory do dzielenia się ani wiedzą a tym bardziej nie był zainteresowany sprzedażą cebulek. Traktował to bardzo osobiście. Uwielbiał za to opowiadać o swoim wielkim hobby podsycając ludzką wyobraźnię. Pewnej nocy cebulki zostały skradzione. Od tej pory zaczęły pojawiać się we wszystkich szanowanych ogrodach a ich nowe odmiany były szeroko komentowane. Tulipany były oznaką wysokiej pozycji i każdy bez wyjątku chciał je mieć.


Tulipanowa gorączka rozpoczęła się na dobre. Ile jest prawdy a ile mitu w tym szaleństwie nie wiadomo. Na pewno samo wydarzenie jest na tyle szokujące, że poniektórzy podchwycili i ubarwili nieco tamtejsze realia. Historii o rzucaniu się do kanałów, o marynarzu, który zjadł cebulkę, myląc ją ze zwykłą cebulą i został za to wtrącony do więzienia raczej nie można brać na poważnie. Zwłaszcza, że większość z nich ma swoje źródło z wierszyków i piosenek satyrycznych.

Adriaen van de Venne, Uczony pokazuje arystokracie tulipany w ogrodzie, 1623 

Pewne jest, że im bardziej machina się rozkręcała, tym ceny wzrastały coraz bardziej, cenne odmiany potrafiły kosztować majątek. Ich wygląd był spektakularny. W niewyjaśniony sposób powstawały coraz piękniejsze okazy. Najbardziej pożądanym na tamten moment był Semper Augustus. Nic dziwnego, odmiany o płatkach dwubarwnych, malowanych jakby pędzlem miały największe zainteresowanie, ale ich cebulki rozmnażały się trudniej niż zdrowe, stąd hodowcy podwyższali ceny. Nikt wtedy nie myślał, że jest to wynikiem wirusów, ale każdy wiedział, że w  cebulce zawarta jest pewna nieprzewidywalność kwiatu i tajemnica. Osiągnięcie zamierzonego efektu było jak gra na loterii. Plantatorzy wierzyli, że nawożąc swoje skarby gipsem ze starych murów lub posypując ziemię pigmentami, podlewając gnojówką podczas pełni księżyca uzyskają piękne kwiaty. Aż wierzyć się nie chce, że dopiero w 1946 roku odkryto, co tak naprawdę powodowało pstrość.
Dziś pstrokate tulipany to wynik selektywnej hodowli.

Semper Augustus, tulipan doskonały wg Holendrów
Carnaval de Nice
Wszystkie pasiaste tulipany zostały ochrzczone mianem ‘rembrandtowskich’. Skoro tak się nazywają, zapewne Rembrandt wziął je na warsztat…. Jednak w czasie gdy one przeżywały falę popularności, sam malarz miał już własną pracownie i raczej specjalizował się w zgoła innym malarstwie. Kwiaty wykonywali artyści, którzy uważali się za rzemieślników, choć patrząc na ich sztukę to dość niesprawiedliwa ocena. Nazwa tego rodzaju kwiatów zapewne miała przyciągać i dawać poczucie wyjątkowości, może luksusu, ale prawda jest taka, że Rembrandt portretów roślin nie wykonywał.

'Flora', Rembrandt, 1612-1614
Niektórzy dzielą malarstwo martwych natur kwiatowych na trzy fazy. Pierwsza próbowała jak najbardziej odzwierciedlać szczegóły  rośliny, druga pokazywała ulotność i przemijanie a trzecia to ekspresyjne bukiety, zazwyczaj na ciemnym tle.

Ambrosius Bosschaert

Hans Bollongier

Hans Bollongier

Jan Davidsz de Heem, 1650

Rachel Ruysch


Rachel Ruysch
Jacob Marrel

Jacob Marrel

Jacob Marrel


Mimo holenderskiego rozgłosu, tulipan nadal ma rodowód turecki. Nie da się ukryć, że jest lokalnym symbolem i dziedzictwem kulturowym. Ma dla nich znaczenie o wiele większe niż tylko komercyjne, bo również duchowe. Uważano, że chroni przed złem, dlatego często występuje na szatach, koszulach, talizmanach osmańskich. Zdobi ceramikę, dywany, hafty. W kulturze osmańskiej za ideał tulipana uważano te długie, cienkie o ostrych końcówkach i jednolitym kolorze, czyli zupełnie przeciwnie do Holendrów, dla których kwiat bez smug był 'zwyklakiem'.  Ideały tureckie były bardzo skromne, wąskie, dla niektórych pewnie rachityczne. Osmański fenomen tulipanów nieco osłabł w drugiej połowie XVIII wieku, ale nigdy nie zniknął, jak pokazują współczesne festiwale tulipanów w Stambule czy logo Turcji. W 2015 roku podczas festiwalu powstał dywan kwiatowy o powierzchni 1262m2 ! !


Mimo wszystkich zawiłości, przestępstw, niejasnych faktów, niejednokrotnych eksperymentów i kolejnych odkryć roślin cebulowych, Holendrzy wytrwale widzieli w cebulce tulipana potencjał. Przyjęli go jak swojego i widać, że razem im po drodze. Holendrzy pokochali cebulki a cebulki ich klimat. Tulipany najlepiej rosną w klimacie chłodnym, suchym z dużą ilością słońca. Klimat morski, sąsiedztwo wody, gleby piaszczysto-gliniaste to optymalne warunki uprawy, a można nawet by rzecz, że przepis na sukces. Nic dziwnego, że produkcja jest zdominowana przez Holandię. Handel kwitnie i to dosłownie.

Z pozdrowieniami,
Agnieszka











5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post! Gratuluję i dziękuję za piękną historię :-) Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiamy Andrzeju również i dziękujemy za miłe słowa:)

      Usuń
  2. Jak najlepszy moment do przypomnienia historii tulipanów, już kwitną te botaniczne, a za chwilę otworzą się pozostałe. Lubię tulipany, a najbardziej liliokształtne. Czekam na nowe artykuły!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, historia warta przypomnienia :) Lilokształtne mają w sobie jakąś szykowność i elegancję, taka kobietka z gracją. Mają jakiś magnes... nie bez powodu te najbardziej zbliżone do nich były tureckimi ideałami. Ja z kolei nie potrafię przejść obojętnie obok pełnych tulipanów. Każdy chyba ma swoją 'gorączkę tulipanową' :)
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  4. I kolejny bardzo ciekawy artykuł. Z tego bloga można wielu fajnych rzeczy się dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń

dziękujemy:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...