15 paź 2015

KAMIENIEC - OGRÓD PAŁACOWY. ZIELONA METAMORFOZA W ROLI DETEKTYWA .


..."Odtwarzanie historycznych ogrodów przypomina śledztwo: szukam starych dokumentów, potomków właścicieli rezydencji..." powiedział Łukasz Przybylak, autor projektu ogrodu, w swoim wywiadzie dla dodatku wrocławskiej Gazety Wyborczej (2/2015) - Mój Biznes. 

Zabrzmiało znajomo? Nam oraz każdemu kto odtwarzał taki ogród, przyszło nie raz do głowy to samo. Trochę jak detektyw. Oczywiście finał jest inny, bo nam jest w jakiś sposób żal, kiedy przygoda się kończy i ogród lub projekt musimy oddać właścicielom a detektyw pewnie oddycha z ulgą. Z projektem  oddajemy przecież kawałek siebie.

Wiele miejsca na naszym blogu poświęcamy ogrodom przypałacowym i samej historii ogrodów. Lubimy takie projekty. Mają jakby czwarty wymiar, którego współczesnym ogrodom brakuje. Jeśli będą przemyślane i ciekawe nada im go czas i historia.
Oby oparły się czasowi i historii:) 

Często odwiedzamy zrujnowane pałace i te, które miały nieco więcej szczęścia. Ogrodów raczej już tam nie ma. Tylko pojedyncze drzewa i ich dobór mówią o gustach i pomysłach dawnych ogrodników. O lubowaniu się w nowinkach czy przeciwnie racjonalnym i pragmatycznym podejściu do ogrodu. Nawet z tych drobin, które zostały można wyczytać wiele historii. Takich opuszczonych majątków w okolicach Wrocławia są jeszcze setki. Co wieś to pałac, a raczej ruina. Spośród około 2000 rezydencji w 1945 roku połowa nie istnieje a 300 jest w ruinie. W zasięgu jednodniowej wycieczki, oprócz tych w okolicach Wrocławia są również rezydencje Doliny Pałaców i Ogrodów, Polskiej Doliny Loary (trochę zaściankowo mi ta reklamowa nazwa brzmi, podobnie jak Wenecja Północy, Watykan Północy czyli Wrocław), Kotliny Kłodzkiej (Szwajcarii Północy) oraz Pogórza Izerskiego (chyba jeszcze nie ma odpowiednika w tym guście?). 

To naprawdę ogromne, choć póki co, skazane na śmierć bogactwo.


Tym bardziej nas ucieszy każdy uratowany obiekt. Tak jest w przypadku pałacyku z 1780 roku w Kamieńcu koło Kłodzka. Z nieco wymiętym, ale zachęcającym artykułem z Wyborczej w dłoni, postanowiłam wizytę Arboretum Wojsławickim zakończyć odwiedzinami w Kamieńcu. Od razu zaznaczam żeby nie mylić go z Kamieńcem Ząbkowickim, który można również zobaczyć po drodze, ale nie tu.


Trochę było szukania, kręcenia się po wsi aż, zostawiając wioskę po lewej, starą aleją zaczęliśmy wspinać się lekko pod górę i dotarliśmy przed pałac. Na była początku ulga i myśl, że nie jest źle, potem zdziwienie i mały "zgrzyt" oraz pytanie "o co tu chodzi?. 

Główna aleja doprowadziła nas na parking a stamtąd do "kuchennego wejścia"? A gdzie reprezentacyjne? Czyżby nie ta droga? Czy to front czy tył? Dlaczego elewacja ma zamurowane okna? Gdzie tu właściwie jest wejście główne? Może tu?


Nie, nie tu. Obchodzimy pałac dookoła. Jest tak bardzo zimno, że nie można się skupić. Lodowaty wiatr przeszywa i zamraża myśli i fantazję do zdjęć. Na szczęście park za rogiem okazuje się niewielki. W tym zimnie to ulga. Przynajmniej dziś taki jest. W tego typu założeniach prestiż i bogactwo właściciela oceniano po wielkości parku. Ale czasy się zmieniły a podziały i rozdrobnienie prawa do nieruchomości zrobiły swoje. Wszystkie te zmiany, rozbudowy i przewartościowania stylów, to przecież samo życie.

Na wprost "kuchennego wyjścia" widzimy ogród użytkowy. Dobry pomysł choć jest to ogród raczej symboliczny i niewielki. Taka bardziej dekoracja, ale w razie czego można go powiększyć. Miejsce jest.








Główne wejście znajdujemy na tyłach pałacu.  Zapewne kiedyś komunikacja przebiegała tu inaczej a majątek był większy. Ale teraz, po wybiciu nowego wejścia i po zmianie funkcji z rezydencji na hotel, goście mają bezpośrednie wyjście do parku z widokiem na Masyw Śnieżnika (choć pogoda do tego powinna być chyba lepsza).


foto











Na tyłach odnajdujemy pozostałość dawnej kaplicy pałacowej i dawnego parku oraz teren nie istniejących już ogrodów użytkowych.  Ich miejsce, jeszcze w  XIX w., zastąpił ogród krajobrazowy: ... „Na ziemi rozpościerały się tam kolorowe dywany wiosennych kwiatów, tworząc cudowne zestawienie kolorów” – pisze wówczas o ogrodzie opiekująca się nim Andrea-Margot v. Scherr-Thoss. Na jego skraju powstała wtedy herbaciarnia. Taka była moda.

Można o tym oraz o historii miejsca przeczytać na stronie pałacu www.
 


Dziś nic nie wskazuje w Kamieńcu na to, żeby trawnik, który obiega ścieżka zwana "okolnicą" a w tym przypadku "mini okolnicą", miał owe dywany posiadać, ale kto wie, może wiosną?

Oczywiście już w ogrodach barokowych znano i sadzono wiosenne rośliny takie jak wczesne odmiany tulipanów, zawilce, jaskry rozłogowe, hiacynty narcyzy, koronę cesarską, krokusy, pierwiosnki, konwalię, fiołki, bratki trójbarwne, lak i stokrotki. Z bogactwa tych wiosennych kwiatów korzystamy do dziś.





W 1.poł. XIX w. w ogrodach krajobrazowych nadal sadzono "barokowe" rośliny. Dosadzano też sporo nowości. Powstawały klomby krzewiasto -kwiatowe, ustawiano kosze kwiatowe oraz tworzono kwietniki. Rośliny sadzone były w grupach oraz większych skupiskach. Najbliżej domu sytuowano rośliny najozdobniejsze, rzadkie, sprowadzane już na szerszą skalę z innych kontynentów, zwłaszcza z Ameryki Południowej i Środkowej, Chin i Japonii. Były to begonie, dalie, fuksje, petunie, werbeny, cynie, mieczyki i lilie.
W dalszym rabatach przeważały rośliny rodzime lub dziko rosnące.

Jest to zrozumiałe i bardzo praktyczne podejście. Po pierwsze lubimy podziwiać i cieszyć oko nowymi "zdobyczami" w ogrodach. Po drugie dzikie zwierzęta, które często traktują ogrody na peryferiach lub poza miastem jak "stół szwedzki z przysmakami" bały się podchodzić blisko ludzi i ich domu, dzięki czemu okazy były bezpieczne. Dziko rosnące rośliny nie były dla zajęcy i saren już tak bardzo atrakcyjne. Miały je na co dzień wśród łąk i pól i to bez ogromnego ryzyka dla życia. 
2 poł. XIX w i XX w. to nadal introdukcja i eksport roślin z Ameryki, Środkowej i Południowej. Pojawia się canna, obecne formy bratków, szałwia, złocień chiński, złocień japoński i wiele innych znanych do dziś roślin ogrodowych.

Ważna staje się też róża wielokwiatowa (Rosa polyantha) powstała na początku XX w. Jest ona charakterystyczna dla ogrodów tego okresu. 

Trudno spodziewać się, że przy braku pielęgnacji  ogrodu przypałacowego lub jakiegokolwiek innego, przez 70 lat, bo tyle minęło do wojny, jakiekolwiek krzewy w nim przeżyją. Co więc mogło tu rosnąć w ostatniej fazie dbania o ogród, czyli utworzenia ogrodu krajobrazowego w końcu XIX wieku?

Były to na przykład lilaki (znane już od XVI w.), forsycje, żylistki, hortensje krzewiaste i bukietowe, złotlin japoński, pięciornik krzewiasty, migdałek trójklapowy, porzeczka złota, tawuła wczesna, krzewuszka cudowna. 

A z nowości XX wiecznych? Berberys, kalina koreańska i pachnąca, ogniki szkarłatne, miliny, powojniki, winobluszcz pięciolistkowy, glicynia. To tylko te bardziej popularne. Czy dotarły aż tu? To właśnie stara się a nawet musi ustalić projektant historycznego parku czy ogrodu. Działa przecież w porozumieniu z konserwatorem zabytków. Choć przyznaję, że czasem ta współpraca pozostawia wiele do życzenia, to ostatecznie od projektanta zależy jakich roślin użyje i czy efekt będzie miły dla oka. Wybór ma jak widać spory.

Oczywiście ogród to życie, to zmiany, to koszty. Gdyby nie powojenne losy, ogrody przypałacowe nadal zachowałyby swoje staroświeckie rośliny, ale też zyskały zapewne wiele nowości a ich posiadacze wytyczali by trendy lub opieszale gonili mody. Zależnie od swej zasobności portfela i charakteru. Konieczność pracy dawnej ekipy ogrodników (dziś firmy pielęgnującej) lub właściciela (nawet pasjonata) zweryfikowała by jego bogactwo, również to ogrodowe. Parki stałyby się naturalnie mniejsze a ogrody bardziej praktyczne oraz mniej pracochłonne. 

Piękny ogród zawsze był i będzie luksusem.

Dlatego też odtwarzanie dziś ogrodu przypałacowego ze wszystkimi detalami siłą rzeczy nie zawsze jest możliwe i celowe. Na pewno jednak ciekawie użyte rośliny, ich dobór i niebanalne zaprojektowanie, to zapadająca w pamięć wizytówka miejsca, którą docenią goście.


Na zakończenie obchodu warto zajrzeć do stajni. Urządzono tu niewielką wystawę historii remontu pałacu.







Jeśli się weźmie pod uwagę jak wyglądał pałac wcześniej można tylko serdecznie pogratulować właścicielom konsekwencji i wytrwałości:)

foto

 Pozdrawiam :)
ewa
 

3 komentarze:

  1. Świetnie! Tyle tylko, że "kalina pachnąca" to brzmi dla mnie jakoś niedokładnie. Twoje poszukiwania i kwerendy godne podziwu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalina pachnąca (Viburnum carcephalum) jest to mieszaniec otrzymany w Polsce ok. 1930 roku. Powstał z V. carlesi i V. macrocephalum. Dziś pod tą łacińską nazwą kryje się kalina angielska. W sumie ciekawy temat do badań jak to z tą kaliną było. Czy ona angielska czy polska? Pozdrawiam :)

      (oczywiście kursywa w komentarzach nie działa a wszystkie nazwy łacińskie piszemy kursywą:))

      Usuń
  2. Piękny obiekt, ale chyba spory nakład finansowy by się tam przydał :(

    OdpowiedzUsuń

dziękujemy:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...